BHP szkła laboratoryjnego, czyli jak nie skruszyć i nie zapiec pierwszego aparatu destylacyjnego.

 

Zapraszam na krótki, a treściwy post o  zabezpieczaniu szlifów przed zapieczeniem. To fragment pakietu ośmielającego początkującego destylatora, który pomoże cieszyć się aparatem destylacyjnym przed długi czas.

Szlify  służą szczelnemu połączeniu elementów w aparaturze labo. To powierzchnia styku szklanych elementów, która jest na odpowiednim odcinku zmatowiona.

Szlify są dzielone, jak zresztą cały wszechświat, na aspekt męski i żeński. Ten, do którego się wkłada, szlifowany po wewnętrznej części, to żeński. Ten, który się wkłada, oszlifowany z zewnątrz- męski.

Osobie odpowiedzialnej za oficjalne nazewnictwo widocznie było blisko do anatomii układu rozrodczego. [Może to był ginekolog.] Gdyby było jej bliżej do metafizyki, filozofii chińskiej, nazywalibyśmy szlify Yin i Yang

Szlify łączą ze sobą szczelnie szklane elementy bez dodatkowych uszczelniaczy. Jednak smarowanie powierzchni szlifowanej jest niezbędne, gdy aparat ma nam służyć wielokrotnie.  Szlify niewysmarowane po każdym myciu, mają tendencję do zacierania się, a to już pierwszy krok do trwałego zapieczenia. Efekt jest taki, że rozłączanie elementów przychodzi z trudem, co może się skończyć skruszeniem szkła. Zdarza się, że elementów po prostu nie da się rozłączyć.

W laboratoriach, aby nie dopuścić do takich przypadków, używa się smarów silikonowych. Osobiście wybieram wersję bardziej eko. Zamiast smarów używam najczęściej lanoliny. Po paru destylacjach wciąż bardzo dobrze zabezpiecza szlify i konsystencja pozwala na szybką aplikację.

Gdy nie masz pod ręką lanoliny, możesz użyć wosku pszczelego, masła kakaowego lub shea, które wcześniej odpowiednio rozgrzej w dłoniach. 

Smaruję głównie szlify Yang. Nakładam taką ilość, abym po połączeniu z Yin, bez trudu mogła każdą z części okręcić o 360 stopni.

Dobrze zabezpieczone szlify gwarantują szczelność, ale są na tyle luźne, że przy składaniu aparatu mogą się nam wyśliznąć. Z tego powodu montaż zestawu zaczynamy od statywu i zabezpieczenia chłodnicy przed upadkiem. 

I małe ogłoszenie odnośnie deklaracji na zbiorowe zakupy w Chemlandzie.

Zostałam poinformowana, że na magazyn aktualnie świeci pustką i część potrzebnych nam rzeczy do zestawów jest uszkodzona lub ich brakuje. Kolejna dostawa, która pozwoli nam skompletować aparaty destylacyjne przyjdzie w połowie lipca– za miesiąc.

Opcja zamiany niektórych części, na elementy aktualnie dostępne, niestety nie pozwoli oszczędzić i można takie zakupy zrealizować na własną rękę. Istnieje też zagrożenie, że jeżeli przesyłka uszkodzi się w transporcie, co zdarza się często, to w firmie nie znajdą się całe części, aby przesyłkę zrealizować ponownie, o czym ostatnio przekonałam się osobiście.

Podsumowując, próba przyśpieszenia przy chęciach wszystkich stron i ubezpieczonej przesyłce może i tak zakończyć się czekaniem do kolejnej dostawy. W razie pośpiechu wiadomo co kupić. Można szukać brakujących części w innych sklepach ze sprzętem Labo [zwracajcie uwagę na numery szlifów]. Tanio jednak tym sposobem nie będzie, ponieważ sklepy odkupują sprzęt od Chemlandu i sprzedają ze swoją marżą.

Wydłużony czas oczekiwania daje możliwość lepszego przygotowania się do pracy na sprzęcie, a co idzie w związku z tym- nie zmarnowania go. Bo przyznam się, że swój pierwszy, o paręset droższy aparat psułam element po elemencie. W sposób czasem bardziej, a czasem mniej efektowny, ale zawsze z tym samym skutkiem- uczuciem zaskoczenia i bezradności.

Wszystkie epizody szczegółowo analizowałam i do każdego przypadku znajdowałam wyjaśnienie, dlatego w kolejnych wpisach chętnie podzielę się wypraktykowanym przeze mnie BHP szkła labo.  Jako osoba nie lubiąca nadmiernej opiekuńczości wobec jakiegokolwiek sprzętu, w BHP zwracam uwagę na naprawdę istotne i niezbędne zachowania, które wbrew pozorom nie są takie oczywiste. Przed swoim pierwszym zakupem sama chętnie bym się z takim zapoznała, żeby oszczędzić sobie czasu na dociekania. I sumie trochę Wam zazdroszczę, że będziecie mieli podane na tacy.

Do kolejnego poczytania,

Madzia

Wpisy w podobnej tematyce

7 komentarzy

  • Reply
    Agnieszka
    15 czerwca 2016 at 21:17

    czekam na dalsze wskazówki 🙂

  • Reply
    Kasia
    16 czerwca 2016 at 09:02

    A ja zazdroszczę, że masz Taką Wiedzę 🙂
    Ps. Dziękuję, że się nią dzielisz !

  • Reply
    Całkiem Lubię Chwasty
    17 czerwca 2016 at 10:01

    Druidko, przyglądałam się, ale nie zauważyłam spływania do środka lanoliny.
    A bez numeru, to może masz szlify pasowane, a nie standaryzowane?

  • Reply
    Paluczkiewicz
    6 listopada 2016 at 23:28

    Niestety właśnie pozbylam się swojej pierwszej kolby 🙁 Na szczęście 3 l, więc nie aż tak drogiej, bo myślami byłam już przy co najmniej 6 l…
    Sytuacja wyglądała następująco:
    -destylacja olejku i hydrolatu gozdzikowego
    -kuchenka bez regulacji temperatury, po prostu grzanie
    -na dno nie włożyłam kamykow wrzennych/potluczonej ceramiki itp
    -wszystko przebiegało dobrze dopóki po 1,5 godz wsad nie zaczął się przypalac
    -dolalam do kolby ok 250 ml wody aby obniżyć temperaturę, ale po 12 min znów wróciła do 92 C i dalej się przypalalo
    -zakończyłam delstylacje na tym etapie z 700 ml hydrolatu i olejkiem, którego jeszcze nie zmierzylam( na 300g goździków plus 1,5 l wody)
    -po odłączeniu kuchenki od prądu i rozmontowaniu aparatury jeszcze ok 20 min kolba stała na kuchence, ale zdjelam ja bo bałam się, że nie doczyszcze tych przypalonych goździków jak dłużej będzie się to grzalo.
    -kolbe postawilam na jakąś wiklinowa podkładkę, na biurku
    -po około 3 minutach usłyszałam „pykniecie” jak się później przekonałam (a co niestety podejrzewalam) szkła…
    Wnioski:
    -do każdej destylacji wkładać na dno kolby ceramikę aby wsad się nie przypalal ?
    -zmienić kuchenkę na taką z termostatem i regulacja temperatury i po osiągnięciu odpowiedniej temp skręcić na najniższy poziom grzania?
    -Pozostawić kolbe do ostudzenia na palniku kuchenki, aby uniknąć zmian temperatury (myślałam, że to nie była, aż tak gwałtowna zmiana..)?

    Proszę Madziu powiedz co o tym myślisz.
    Chyba niestety mam „talent ” do uszkadzania szkła 🙁
    I chcąc nie chcąc przyłączam się do następnych zbiorowych zakupów, a kolejne destylacje będą musiały poczekać na grudzień.
    Pozdrawiam, Patrycja.

    • Reply
      Całkiem Lubię Chwasty
      7 listopada 2016 at 12:23

      Och, co za szkoda :(((
      Też mi ostatnio pękła kolba. Przy ośmiu stopniach wlałam gorącą wodę z materiałem roślinnym do kolby, ale widocznie otoczenie było zbyt zimne (innej przyczyny nie znajduję), bo po paru minutach stania na stopniowo nagrzewającej się maszynce elektrycznej, pyknęło i po kolbie. U mnie przypadają się surowce pęczniejące w wodzie, po długim okresie podgrzewania. Przypada się też gdy najpierw wrzucam surowiec, a później zalewam niewrzącą wodą. Po osiągnięciu buzowania w kolbie, zmniejszam grzanie, żeby chłodnica nadążyła chłodzić, ale nigdy nie zmniejszam do momentu zaprzestania gotowania w kolbie. Z tego, co pamiętam goździki unoszą się na wodzie na początku destylacji, dopiero po dłuższym ogrzewaniu opadają, a 300g goździków na 1,5l wody to wale nie jest zbyt gęsto. A już z ciekawości spytam: goździki całe, czy mielone?

  • Reply
    Paluczkiewicz
    7 listopada 2016 at 13:37

    Niestety takie wypadki są chyba nieodłączną częścią pracy ze szkłem, przynajmniej na początku, póki nie nauczę się po kilka razy analizować każdego kroku..
    Moja mina jak zobaczyłam pękniętą kolbę prawdopodobnie przypominała minę dziecka, któremu właśnie popsuła się nowa zabawka 😉 No i strasznie mi przykro. Cóż, przynajmniej nie będę musiała długo czekać na zbiorowe zakupy ze zniżką 🙂

    Goździki zmieliłam, a właściwie rozdrobniłam, bo częściowo były pokruszone, częściowo zmielone na proszek. Dlatego tak mocno się przypalało?
    Ta kuchenka bez regulacji też na pewno nie była najszczęśliwszym pomysłem, bo naprawdę mocno to wrzało.

    A najbardziej „pluję sobie w brodę”, że przyszło mi do głowy żeby zdejmować tę kolbę z kuchenki, bo po wyrzuceniu wsadu okazało się, że wszystko samo odeszło i nie byłoby problemu z wyczyszczeniem… Przedobrzyłam i tyle.

    Czy Ty Madziu zostawiasz kolbę na palniku póki całkiem się nie wystudzi?

    • Reply
      Całkiem Lubię Chwasty
      7 listopada 2016 at 13:49

      Szkoda. Też zawsze cierpię, nawet jak pęknie choćby zlewka z 3 złote.
      I zazwyczaj zostawiam, ale zdarza mi się od razu wylewać materiał i przepłukiwać kolbę wrzątkiem.

    Leave a Reply